Niedziela, 15 września 2019. Imieniny Albina, Lolity, Ronalda

Podziel się:

Podziel się:

Męka pańska - czyli warto mieć nadzieje...

O handlu i heroizmie polskiego mężczyzny - słów kilka...

W niedzielę pojechaliśmy do „ALFY”, tej w Olsztynie. Dla niezorientowanych wyjaśniam, że „ALFA”, to duża galeria handlowa w ścisłym centrum miasta, vis a vis sądów i Zakładu Karnego. W pobliżu jest Ratusz Miejski, mieści się KFC i wiele innych instytucji, sklepów, itd. Ale, ale… Alfa jest najważniejsza i to bez dwóch zdań. Do Alfy wybieramy się często, ponieważ moja rodzina – żona i córka uważają, że właśnie tam można zrobić najlepsze zakupy, o wiele lepsze niż gdzie indziej. Ja natomiast uważam, że zakupy można zrobić wszędzie – byle z głową, a nie z zakąską…

Tak i po niecałej godzince jazdy samochodem, dotarliśmy na miejsce i po kilku kółkach w podziemiach udało nam się zaparkować samochód. No i zaczyna się! Zostawiamy zbędne ubrania, bierzemy małe wody mineralne i ruszamy… w bój. Początkowo ochoczo i z werwą pokonuję pierwsze sklepy, głównie odzieżowe – te z ciuchami damskimi. Ile tego jest i jaki wybór! To nie szara i bezbarwna komuna z lat 80 –tych (bo te dobrze pamiętam), gdzie wszyscy chodzili pospolicie i podobnie ubrani. To przecież kapitalizm w czystej postaci, a więc wszystkiego jest w bród, byle tylko wbić się w swój rozmiar…

Po dwóch godzinach tracę siły, musiałem usiąść i napić się mocnej kawy. Zacząłem też dostrzegać, to czego nie widać na początku „boju” – czyli ludzi o podobnym albo i większym jak ja przebiegu… Ci ludzie to faceci w różnym wieku, prawie wszyscy z udręczonymi minami, każdy z kilkoma reklamówkami w rękach i przymulonym, nieobecnym albo błądzącym wzrokiem. Wielu stoi przed wejściami do sklepów, część spaceruje lub też kręci się nieporadnie w kółko… Jednak w pewnym momencie ruszają, niczym pieski, za swoimi właścicielkami, które wychodzą (a raczej wybiegają) ze sklepu i ledwie spojrzawszy na nich pędzą dalej, do kolejnej witryny, sklepu… W pewnej chwili zorientowałem się, że i ja kręcę się w kółko przed wejście i trzymam kilka wypchanych zakupami reklamówek. Wchodzę więc do sklepu i szukam reszty rodzinki. Są, chodzą z naręczami ciuchów, będą mierzyć, oddawać, brać, mierzyć, oddawać, brać, mierzyć…. Kupią albo nie kupią, oceniam, że mogę jeszcze wziąć ze dwie reklamówki.

Dostrzegam też małe dziewczynki i chłopców. Te pierwsze są pełne energii, chodzą i ciekawie się rozglądają. Ci drudzy, stoją albo nieporadnie kręcą się to tu, to tam… Chyba czują jaki los ich czeka…

Wracając do domu z nadzieją pomyślałem o pomysłach wprowadzenia zakazu handlu w dniu wolne. Wiem, że to nierealne, ale fajnie jest czasem mieć nadzieje…
Artykuł został umieszczony przez naszego użytkownika na jego profilu: Zbigniew Marek oraz opublikowany na portalu Olsztyńska24: Męka pańska - czyli mężczyzna, rodzina i centra handlowe
Oceń artykuł:

(0)