środa, 23 października 2019. Imieniny Edwarda, Marleny, Seweryna

Moje dzieciństwo to koszmar

2019-06-20 16:00:22 (ost. akt: 2019-06-20 13:19:27)

Autor zdjęcia: Joanna Karzyńska

Jako mały chłopiec stracił matkę, potem brata. Ojciec wolał pić, niż opiekować się dziećmi. — Miałem 14 lat, jak sobie obiecałem, że nie zgotuję takiego piekła swoim dzieciom — wspomina. W niedzielę przypada Dzień Ojca.

Marcin urodził się 42 lata temu w małej, popegerowskiej wsi w powiecie szczycieńskim. Był najmłodszy z trójki rodzeństwa. Jego mama zajmowała się domem i dziećmi, a ojciec pracował w pegeerze jako traktorzysta.

— Żyliśmy jak wiele rodzin w takich wsiach. Nie byliśmy bogaci ani też biedni. Wystarczało na jedzenie, opłaty i czasem jakiś wyjazd do miasta — wspomina. — Lubiłem tę naszą wieś, bo wszyscy się znaliśmy. Z innymi dziećmi biegaliśmy po polach, latem pomagaliśmy w sianokosach, jesienią na wykopkach. Dostawaliśmy za to zawsze parę groszy na oranżadę. Pamiętam jej smak do dziś. Wieczorami siadaliśmy przed naszym blokiem i snuliśmy plany. Co będziemy robić, gdzie chcielibyśmy pojechać, o czym marzymy. To takie miłe wspomnienia. Niestety los bywa przekorny.

Chłopak miał 7 lat, gdy nagle zmarła jego mama. To był szok dla wszystkich, a w szczególności dla osieroconych dzieci. W domu zapanował smutek i pustka. Starsza siostra, 11-latka, starała się przejąć obowiązki po zmarłej matce, jednak wciąż była dzieckiem. Ojciec załamał się i zaczął pić. Coraz mniej interesował się dziećmi i tym, czy mają co jeść i w czym iść do szkoły. Początkowo pomagała im rodzina i sąsiedzi, jednak z czasem każdy zapominał o maluchach.

— W domu zaczęło brakować jedzenia, ubrań, butów i podstawowych rzeczy do życia — mówi Marcin. — Jak mama żyła, to po powrocie ze szkoły czekał na nas ciepły posiłek, mieliśmy zawsze czyste ubrania i sprzątnięty dom. Po jej śmierci jak najdłużej zwlekaliśmy z powrotem do mieszkania. Bywało, że brakowało chleba, a ojciec z kumplami siedział i pił. Najlepiej, było, jak ojciec spał. Bo, jak był pijany i zły, to obrywało nam się po głowie. Było źle, ale nasz koszmar zaczął się, jak ojca wyrzucili z pracy za picie. Wtedy awantury stały się codziennością.

\\\\Po dwóch latach życia w takim koszmarze ktoś doniósł do opieki społecznej, że w tej rodzinie źle się dzieje. Kilkakrotnie pracownicy odwiedzali mieszkanie, ale za każdym razem zastawali w nim pijanego ojca i trójkę głodnych, przerażonych dzieci. \\\\

— Miałem 9 lat, gdy podczas zimy zachorował mój starszy brat Adaś — opowiada. — Chodziliśmy do szkoły, mimo że była zima, w trampkach i ubraniach, które podarowali nam sąsiedzi. Przemarzliśmy, najbardziej Adaś. Zachorował, ale ojciec nie poszedł z nim do lekarza, mówił, że udaje. Kiedy po kilku dniach jego stan się nie poprawiał, a jedna z sąsiadek zobaczyła, jak wygląda, wezwała karetkę. Niestety, brata nie udało się uratować. Zaraz po pogrzebie przyjechała milicja z paniami z opieki i zabrały nas do pogotowia opiekuńczego. Tak zaczęła się nasza kilkuletnia tułaczka: pogotowie, rodziny zastępcze, dom dziecka. Nikt, kto nie przeżył takiej sytuacji, nie będzie w stanie zrozumieć i wyobrazić sobie, jak to jest.

Początkowo rodzeństwo nie potrafiło pogodzić się z tym, że ich zabrano z domu. Byli bezpieczni, zadbani i nie chodzili już głodni, jednak tęsknili do swojej starej szkoły, kolegów i domu, w którym spędzili dzieciństwo. O ojcu nie chcieli wspominać. Pewnego dnia powiedziano im, że zamieszkają w rodzinie zastępczej.

— Tego dnia kazano nam zachowywać się wyjątkowo grzecznie — wspomina Marcin. — Czekaliśmy na nową mamę i tatę. Chcieliśmy, żeby ktoś nas pokochał i zabrał jak inne dzieci do domu. Eleganckie małżeństwo oglądało nas ze wszystkich stron, odpowiadaliśmy na ich pytania. Tak trafiliśmy do ludzi, którzy nie mieli dzieci. Nie umieliśmy się porozumieć. Byli dla nas bardzo oschli, nie okazywali uczuć, tylko wydawali polecenia. Wciąż byli niezadowoleni, że ze szkoły nie przynosimy samych piątek, że się pobrudziliśmy, że za głośno się śmiejemy... Byliśmy u nich siedem miesięcy. Potem nas oddali, bo nie o takich dzieciach marzyli. Bardzo z siostrą płakaliśmy, przepraszaliśmy i obiecywaliśmy, że będziemy grzeczni, ale i tak nas oddali.

\\\\Potem rodzeństwo przygarnęła kolejna rodzina, która miała gospodarstwo, więc bardzo potrzebowała rąk do pracy. Nie chcieli dzieci, ale pracowników. \\\\

Marcin i jego siostra ciężko pracowali, szczególnie wiosną i latem. Nowym rodzicom nie zależało na edukacji dzieci. Rodzeństwo często opuszczało szkołę, nie dostali promocji do kolejnych klas. Po kilku kontrolach dzieci znów trafiły do placówki. W końcu kiedy siostra Marcina uzyskała pełnoletność, poszła do pracy, wynajęła mieszkanie i zabrała brata do siebie. Marcin skończył szkołę zawodową i poszedł do pracy.

— Przez te kilka lat dużo z siostrą przeżyliśmy, jednak zawsze się wspieraliśmy — podkreśla. — To dla mnie najważniejsza osoba, ma wspaniałego męża i dzieci. Ja też sześć lat temu się ożeniłem, mam dwóch synów, swoją firmę. Doceniam każdy dzień z rodziną i to, co Bóg mi dał. Chciałbym być takim ojcem, jakiego ja sam nigdy nie miałem. Moi synowie to mój cały świat. Ojciec zmarł dwa lata temu. Zorganizowaliśmy z siostrą jego pogrzeb. Przez całą mszę pogrzebową płakałem z żalu za straconym dzieciństwem, że nigdy nie miałem oparcia w ojcu. Choć jestem dorosły, to zazdroszczę innym, że mają rodziców, których mogą kochać, odwiedzać, liczyć na nich w trudnych chwilach. Pamiętam, że jak miałem jakieś 14 lat, to sobie obiecałem, że nigdy nie zgotuję takiego piekła swoim dzieciom. Wiem, jak to jest być odtrąconym, porzuconym czy oddanym jak niepotrzebna rzecz.

Joanna Karzyńska
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (15) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. ddd #2753287 | 176.221.*.* 26 cze 2019 19:53

    jak żyć panie premierze

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-1) ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)

    1. REK #2752629 | 176.221.*.* 25 cze 2019 17:46

      Miałem podobne dzieciństwo. Mam zdjęcie maleńkiej siostry w trumience. Też byłem w Pogotowiu Opiekuńczym i w Domu Dziecka. Nie chciałbym być w rodzinie zastępczej- nigdy. Dzięki "komunie" skończyłem studia. Bardzo obecnie w mediach dużo jest klamstw o tamtych czasach i PRL. W Angorze przeczytałem, że nie było pasty do zębów i zęby mylismy węglem. Podłe bzdury zawsze była pasta do zębów.

      Ocena komentarza: warty uwagi (10) ! - + odpowiedz na ten komentarz

    2. reno14 #2751937 | 83.31.*.* 24 cze 2019 15:23

      Ja swoich rodziców bardzo kochałam,pomimo,że było nas 8-rodzeństwa.Moi rodzice dbali o nas ...obecne 500+ to tylko stało wielu balang i zaniedbań.Rodzicom należy się wielki szacunek,że starają się pomimo wielu niedoskonałości komunistycznego systemu ,podołali obowiązkom.Dziś rodzice zasłużenie odpoczywają,ale też czuwają nad naszymi rodzinami.

      Ocena komentarza: warty uwagi (7) ! - + odpowiedz na ten komentarz

    3. bnm #2751008 | 176.221.*.* 22 cze 2019 14:48

      Podziwiam pana za to ze nie powiela swojej historii z dzieciństwa -dobrze ze pana dzieci mają normalnego ojca ktory z nimi porozmawia i wyjedzie gdzieś .Warto by powiedziec swoim dzieciom jak to bylo w panskim dziecinstwie aby docenili i szanowali ojca.

      Ocena komentarza: warty uwagi (9) ! - + odpowiedz na ten komentarz

    4. Babcia #2750775 | 188.147.*.* 22 cze 2019 08:41

      A kiedy szanowna GO napisze artykuł o matkach-polkach-alienatorkach??? Te to dopiero niszczą życie i dzieciom i ich ojcom. Proszę poczytać sobie o ALIENACJI RODZICIELSKIEJ.

      Ocena komentarza: warty uwagi (5) ! - + odpowiedz na ten komentarz

    Pokaż wszystkie komentarze (15)

    Zagraj w GRY.wm.pl

    • Goodgame Empire
    • Goodgame Big Farm
    • Goodgame Poker
    • Shadow Kings - The Dark Ages